Kurs na Lwów

Tradycją naszego Liceum są rokrocznie organizowane kilkudniowe klasowe wycieczki, w tym również  wyjazdy zagraniczne, które zawsze stanowią świetną okazję do zintegrowania się, ale również dają szansę na poznanie kultur, obyczajów i historii krajów starego kontynentu. W dniach 06.06 – 08.06. na jedną z takich podróży wybrała się klasa IIa wraz z wychowawczynią  Panią mgr Joanną Kawczak, z Panią Iwoną Ogórek oraz z Dyrektorem Szkoły Panem mgr. Pawłem Mrzygłodem. Tym razem obraliśmy kurs na wschód, a dokładniej na będący częścią Ukrainy Lwów. O tym, jak wiele mogliśmy zobaczyć, zwiedzić i dowiedzieć się, można przeczytać w poniższym sprawozdaniu, do czego gorąco zachęcamy.

1

Dzień I, 6 czerwca 2018

Dnia 6 czerwca 2018 r. o godzinie 7:00 wyjechaliśmy na wycieczkę do Lwowa. Na miejscu byliśmy około 15:00 i rozpoczęliśmy zwiedzanie. Zaczęliśmy od Baszty Prochowej. Została zbudowana w latach 1554 – 1556 i stanowiła część fortyfikacji tego miasta. Budynek służył do magazynowania prochu, przechowywania zboża oraz jako magazyn mundurów wojskowych. Od XIX wieku przed wejściem do Baszty znajdują się dwa marmurowe lwy. Zdaniem przewodnika, ale również i naszym, rzeźby znajdujące się u wejścia są najpiękniejsze, co czyni zrozumiałym fakt, dlaczego tak często są odwiedzane przez turystów, będąc jednocześnie tłem wielu pamiątkowych fotografii. Następnie była Cerkiew Wołoska. Wybudowana została na przełomie XVI i XVII wieku.  Dawniej na miejscu obecnej cerkwi, stał gotycki kościół. Zespół cerkiewny składa się z cerkwi Zaśnięcia Matki Bożej, wieży Korniakta i kaplicy Trzech Świętych Hierarchów. Budynki są połączone ze sobą, a pomiędzy nimi znajduje się dziedziniec. Dzwonnica (wieża Korniakta) jest symbolem manieryzmu, a także jednym z najbardziej charakterystycznych punktów stolicy Galicji Wschodniej. Przechodząc do Kościoła Bożego Ciała i klasztoru Dominikanów, zobaczyliśmy pierwszy lwowski tramwaj. Co ciekawe, tramwaje tutaj pojawiły się szybciej niż w Wiedniu. Kościół Bożego Ciała i klasztor Dominikanów obecnie funkcjonuje jako greckokatolicka cerkiew Najświętszej Eucharystii.  Drewniany kościół Dominikanów uległ pożarowi i został odbudowany w stylu gotyckim razem z gmachami klasztornymi. Został on wyburzony, a na jego miejsce wybudowano dzisiejszy w stylu barokowym. Nad głównym wejściem umieszczony jest napis „Soli Deo honor et Gloria” co znaczy „Jedynemu Bogu cześć i Chwała”. Wewnątrz znajduje się figura Madonny z Dzieciątkiem oraz kopuła, którą podpiera 16 kolumn. Nad kolumnami figuruje 18 rzeźb świętych.

Kolejnym miejscem była Katedra Ormiańska. Katedra pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny uważana jest za jeden z najpiękniejszych kościołów Lwowa. Świątynia ma ormiański charakter. Na ścianach wyryte są stare krzyże wotywne, fragmenty starych polichromii. Ściany pokryte są także malowidłami i mozaikami, które łączyły panujące wówczas w sztuce style – secesyjny i modernistyczny z ormiańską ornamentyką. Ich twórcami byli słynny krakowski malarz Józef Mehoffer oraz artysta żydowskiego pochodzenia, Jan Henryk Rosen. Ostatnim punktem w pierwszym dniu był Ratusz. Znajduję się on w Śródmieściu Lwowa, na Rynku. Wzniesiony według projektu Józefa Markla i Franciszka Treschera. Pierwotnie ratusz został wybudowany w 1381 roku. W wyniku bombardowania w 1848 roku ratusz spłonął. Jego odbudowa trwała rok. Został nieznacznie zmieniony, z wieży usunięto kopułę. Gdy pani przewodnik skończyła, mięliśmy 30 minut wolnego czasu. Około godziny 21 przyjechaliśmy do hotelu „Sonata”.

 

Dzień II, 7 czerwca 2018

Drugi dzień zwiedzania stolicy wschodniej Galicji rozpoczął się wyśmienitym śniadaniem, podanym w formie szwedzkiego stołu. Jego obfitość i bogactwo smaków zagwarantowały nam dobre humory na cały dzień spędzony na Starówce. Około godziny 9:30 wyruszyliśmy autokarem z naszą Panią Przewodnik w kierunku stałego miejsca postoju nieopodal Lwowskiej Rady Obwodowej powyżej ulicy Podwalnej, na której znajdował się nasz pierwszy punkt zwiedzania, czyli Prochownia. Pani Przewodnik, która w tym dniu jeszcze nieraz popisze się znajomością wielu ciekawostek, wspomniała o czterech tysiącach lwów, które znajdują się na terenie miasta. Przemieszczając się przez niezwykle ruchliwą i niebezpieczna ulicę, która biegnie pod historycznymi murami obronnymi miasta, dotarliśmy do budynku Arsenału, który wznosi się zaraz pod potężnym zachowanym do naszych czasów fragmentem muru dawnego Lwowa. Po wyczerpującym szkicu historycznym tego miejsca, Pani Przewodnik prowadzi nas do dawnej synagogi, której pozostałości znajdują się obok skromnego pomnika przypominającego o tragicznych losach Żydów podczas II wojny światowej. Dowiedzieliśmy się, że ich życie w mieście było wypełnione ciągłymi waśniami na tle religijnym i toczącymi się procesami o grunty pod domem modlitwy. Ku naszemu zdziwieniu, Pani Przewodnik wprowadza naszą grupę do … apteki, która okazuje się być również muzeum. Czynna od 1774 r. prezentuje się wspaniale, ukazując niezwykle sprytne i pomysłowe metody produkcji leków w XIX wieku.

Po solidnej dawce wrażeń i wiedzy farmaceutycznej przechodzimy do Królewskiej kamienicy, która pamięta czasy Jana III Sobieskiego. Na dziedzińcu naszym oczom ukaże się obraz, który kojarzymy z Wawelem, czyli renesansowe krużganki przypominające do dzisiaj o czasach świetności Rzeczpospolitej. Po kolejnym wykładzie pełni oczarowania i nostalgii ruszamy w kierunku ratusza, po drodze z zaciekawieniem oglądając fabrykę czekolady, gdzie niektórzy z nas udają się w ramach odpoczynku w czasie wolnym. Po zbiórce „pod Neptunem” maszerujemy do katedry Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, gdzie w 1656 roku śluby składał sam król Jan Kazimierz. Po interesującej przemowie Pani Przewodnik udajemy się do kaplicy Boimów, która zdumiewa nas urokiem wystroju i niezwykle dobrym stanem zachowania do dnia dzisiejszego. Usłyszmy tutaj fascynującą historię, według której marmurowy aniołek był bliski oderwania się od szczytu kopuły jednak w ostatniej chwili opiekunowie miejsca podczas rutynowej kontroli, zdołali uratować piękną rzeźbę przed zniszczeniem, co według Pani Przewodnik potwierdza tezę, że kaplica jest strzeżona przez siłę wyższą od wielu lat. Po tej niezwykłej opowieści, cała grupa udaje się do długo wyczekiwanego miejsca, czyli pomnika Adama Mickiewicza. Ten niezwykły monument wznosi się w samym sercu Lwowa, przypominając o polskich tradycjach i kulturze miasta. Kolejna dawka wiedzy historycznej o historii pomnika i okolicznościach jego budowy, pamiątkowe zdjęcie i możemy już ruszać na ulicę Mikołaja Kopernika, gdzie spotkamy piękny pałac Potockich wznoszący się nad miastem i ukazujący przepych i bogactwo rodzin magnackich okresu Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

Zachwyt nad wspaniałą architekturą nie opuści nas jeszcze na długo podczas tej wycieczki, ponieważ zaraz potem wchodzimy do kasyna, w którym podziwiamy niezwykły wystrój wnętrza i atmosferę, która kiedyś była również obecna wśród bawiącego się towarzystwa. Zmęczeni, ale szczęśliwi docieramy na następną przerwę i po konsumpcji obiadu w tradycyjnej ukraińskiej restauracji jesteśmy gotowi do zwiedzenia cerkwi św. Jerzego, do której trzeba dotrzeć długim traktem wiodącym również do lwowskich uczelni, które w czasach swojej świetności były miejscami kształcącymi przyszłe elity społeczne odrodzonej Rzeczpospolitej. Sama cerkiew widoczna jest już z oddali i wyróżnia się swoją strzelistością jak i kunsztownym wystrojem wnętrza. Kolejny raz mamy okazję również posłuchać nabożeństwa prawosławnego. Po pięknie opowiedzianej historii cerkwi kierujemy się w dół rozczulającym parkiem Iwana Franki, który kończy się finezyjnym budynkiem Politechniki Lwowskiej. Następnie docieramy na do jednego z ostatnich punktów dzisiejszego dnia zwiedzania, czyli Prospektu Swobody-majestatycznej alejki ciągnącej się aż do Opery, której gmach będziemy mieć okazję zwiedzić w dniu następnym. Teraz czas na zakup pamiątek oraz upominków, opiekunowie pozostawili nam do dyspozycji około godziny wolnego czasu, który większość z nas rozdysponowała na spacer między rozciągającymi się straganami, w których mogliśmy znaleźć bardzo wiele interesujących jak i zaskakujących rzeczy takich jak oryginalne książeczki, zdjęcia i elementy umundurowania żołnierzy Wehrmachtu, medale zasłużonych dla Związku Radzieckiego i wiele innych tajemniczych pozostałości po minionych czasach na Ukrainie. Pomimo dużego zainteresowania wśród turystów musimy już wracać do hotelu, który kolejny raz zaskoczył nas pysznym posiłkiem, zostawiając nas na nocny odpoczynek przepełnionych myślami o tym magicznym mieście, w którym pozostaniemy jeszcze na jeden dzień.

 

Dzień III, 8 czerwca 2018

Trzeci dzień wycieczki rozpoczął się zgodnie z przyjętym już schematem, tj. siódma minut trzydzieści śniadanie, a o godzinie wpół do dziewiątej odjazd z hotelowego parkingu. Po raz kolejny obfity i sycący posiłek stał się okazją do poznawania smaków kuchni ukraińskiej. Duży wybór produktów sprawił, że każdy znalazł dla siebie coś odpowiedniego. Uprzednio spakowani, udaliśmy się z całym bagażem w kierunku autokaru.

Naszym kolejnym celem stał się Kopiec Unii Lubelskiej, znajdujący się w północno-wschodniej części miasta na monumentalnym wzniesieniu zwanym Wysokim Zamkiem o wysokości 398 m n. p. m., które góruje nad całym miastem. Wysoko prowadzona droga dojazdowa oraz uprzejmość kierowcy autobusu oszczędziła nam długiej, pieszej wędrówki. Nie obyło się jednak bez wspinaczki na sam szczyt kopca, do którego prowadził wąski i kręty chodnik, z niezliczoną liczbą schodów i platform. Skąd właściwie nazwa Wysoki Zamek? Odpowiedzi szybko udzieliła nam Pani Przewodnik oraz autentyczne pozostałości, dokładniej ruiny. Otóż w drugiej połowie XIV wieku powstał w okolicach szczytu, zachowany do dzisiaj tylko w postaci chaotycznie rozrzuconych kamieni zamek zwany Wysokim, jeden z symboli potęgi państwa Kazimierza Wielkiego. Sam kopiec, o wysokości 413 m n. p. m., został wybudowany z inicjatywy Franciszka Smolki, prezydenta parlamentu austriackiego, który jak głosi historia własną pracą i przykładem zachęcił mieszkańców Lwowa do wzniesienia kopca, który po dziś dzień upamiętnia zawiązanie unii lubelskiej, jednocześnie przypominając o początkach istnienia jednego z najpotężniejszych państw ówczesnej Europy – Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Kopiec powstał w trzy setną rocznicę tych wydarzeń, w roku 1869, w czasach, gdy manifestowanie swojej przynależności i przywiązania do narodu polskiego było także tutaj, w Galicji znacznie utrudnione. Kopiec w swoim wnętrzu kryje między innymi ziemie z Syberii, czy prochy wieszczów narodowych: Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego. Ze szczytu roztacza się zapierający dech w piersiach widok na panoramę Lwowa. Dopiero teraz objęliśmy wzrokiem i poznaliśmy ogrom miasta, z trudem dostrzegając jego granice. Jednak z największą łatwością dostrzegliśmy punkty, które zwiedzaliśmy w poprzednich dniach, w szczególności ratusz, rynek, wieże cerkwi i kościołów, które z perspektywy lotu ptaka wyglądały tak niepozornie. W oddali i z pomocą przewodnika udało nam się dostrzec również przyszłe punkty naszej wycieczki, w tym przede wszystkim zaskakujący swym rozmiarem z tak odległej perspektywy Cmentarz Łyczakowski. W oczekiwaniu na kurs powrotny przyjrzeć mogliśmy się również bryle rzymskokatolickiej budowli kościoła św. Kazimierza wraz z klasztorem Sióstr Miłosierdzia we Lwowie, który pochodzi z siedemnastego wieku.

Kolejnym punktem zwiedzania okazać się miała Opera Lwowska. Była to, niestety już ostatnia, okazja do podziwiania uroków Wałów Hetmańskich, idealnego miejsca do spędzania wolnego czasu, jakże często nawiedzanego zarówno przez turystów, jak i mieszkańców miasta. Niedaleko, obok głównej alei, na placu Daniela Halickiego znajduje się pomnik Jerzego Franciszka Kulczyckiego, którego postać siedzi okrakiem na workach wypełnionych ziarnami kawy, które, co nie uszło naszej uwadze, wysypując, zamieniają się w bilon. Obok, dostrzegliśmy wypełnioną po brzegi filiżankę kawy. Wszystko to, dlatego, że Kulczycki zapisał się w historii jako twórca kawiarni wiedeńskich, opartych o tureckie łupy nabyte po tryumfie Jana III Sobieskiego, zwanym odsieczą wiedeńską, w której Kulczycki brał czynny udział. Kto wie, jak wyglądałaby słynna wiedeńska kawa, podawana dzisiaj z mlekiem bez pierwszej wiedeńskiej kawiarni Polaka. Dochodząc do gmachu Lwowskiej Opery, bez trudu dostrzegliśmy jej ciężką, czy wręcz przytłaczającą fasadę. Po przekroczeniu linii doryckich kolumn ujrzeliśmy mnogość malarskich i rzeźbiarskich dekoracji, zebranych w duchu eklektyzmu. Widownia opery mieści tysiąc dwieście osób, z czego loże cesarska i marszałkowska są najbardziej reprezentacyjnymi. Będąc obecnym wewnątrz, ma się nieodparte wrażenie niespotykanej spójności wszystkich elementów. Odpowiedzi tego fenomenu szukać należy w latach budowy opery, a więc w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku, kiedy piecze i staranie nad inwestycją sprawował prof. Zygmunt Gorgolewski, autor planów budowy, którego wyrzeźbiony wizerunek dostrzeżemy od razu po wejściu do bogato dekorowanego westybulu. W naszej pamięci zapadła szczególnie bogato zdobiona sala lustrzana, na której ścianach pędzlem przedstawiono największe dzieła polskich twórców oraz cudowne malowidła przedstawiające antyczne muzy.

Po wrażeniach, jakie zapewniła nam Lwowska Opera, nadszedł czas na ostatni punkt zwiedzania miasta – Cmentarz Łyczakowski. Założony w 1786 roku należy do największych nekropolii europejskich, którego łączna powierzchnia zdecydowanie przekracza czterdzieści hektarów, jest miejscem pochówku najwybitniejszych i najbardziej zasłużonych obywateli zarówno dla Ukrainy, jak i dla Polski. Z racji rozmiarów cmentarza, jak i dostępnego czasu dane nam było odwiedzić tylko niewielką jego część. Szczególnie dużo czasu poświęciliśmy na panteon wybitnych lwowiaków, gdzie znajdują się doczesne szczątki postaci znanych z lekcji historii czy języka polskiego, ale także matematyki. Wśród nich znaleźli się: Maria Konopnicka, Seweryn Goszczyński, Stefan Banach, Zygmunt Gorgolewski, Artur Grottger, Gabriela Zapolska. Zasłużeni Polacy przypomnieli nam o trudnych momentach w dziejach polskiej historii, czasach zaborów. Ich postawa wierności i oddania wobec ojczyzny wyrażała się często w bardzo odmienny sposób, a mimo to każdemu przyświecał ten sam cel – wolna, niepodległa ojczyzna. Te same ideały przyświecały również polskim bohaterom – obrońcom Lwowa, którzy własne życie poświęcili celem obrony nowo powstałego państwa. Cmentarz Obrońców Lwowa, jednocześnie znany jako Cmentarz Orląt chyba najdłużej pozostanie w naszej pamięci. Wśród prawie trzech tysięcy mogił znajdziemy tam Polaków walczących o miasto Lwów w roku 1918, jak i bohaterów wojny polsko-bolszewickiej z 1920 roku. Pobyt w tej części cmentarza stał się dla nas okazją do zadumy, a jednocześnie głębszego poznania jakże trudnego okresu polskiej historii.

Ostatnim celem klasowej wycieczki stała się Żółkiew, niewielka miejscowość oddalona od Lwowa o około trzydzieści kilometrów, w kierunku północnym. Miasto powstało w 1597 roku, założone przez hetmana koronnego Stanisława Żółkiewskiego, choć czas największego rozkwitu przypadł na lata panowania Jana III Sobieskiego. Naszej uwadze nie uszedł neobarokowy ratusz z roku 1932 oraz kolegiata św. Wawrzyńca w Żółkwi, której krypty są miejscem spoczynku samego hetmana. Z Żółkwi mogliśmy już udać się w drogę powrotną, prowadzącą przez Lwów, co stało się chętnie wykorzystywaną okazją do ostatnich, nieśmiałych spojrzeń w kierunku miasta.

Autorzy tekstu: Damian Mizera, Jan Ściga, Aleksander Kuźma

Autorzy fotografii: Damian Mizera, Iwona Ogórek