Triumf dobra

Jak wyglądałby nasz świat, gdyby nie ludzie odważni, którzy, przezwyciężając lęk, kierując się marzeniami, otwierając swoje serca i umysły na nowość, tworzyli i tworzą – sztukę, architekturę, literaturę, naukę… ??? To pytanie towarzyszyło licealistom, którzy wybrali się na wycieczkę przedmiotową do Krakowa. W  piątek 15 grudnia wyjechały klasy Ib i Ih wraz z opiekunkami (paniami: mgr Anettą Kudłacik, mgr Anną Krawczyk i dr Katarzyną Przebindą-Niemczyk) a we wtorek 19 grudnia klasy IIb i IIfh (z wychowawczyniami – mgr Katarzyną Opyrchał i mgr Iwoną Kaczmarek).

20171215_143200

Spacerując z przewodnikiem po Starym Mieście, uczniowie poznawali style w architekturze od epoki średniowiecza aż po późny barok. Wieczorem w Teatrze Starym nie tylko spotkali (przypadkowo) pewnego znanego polityka, ale przede wszystkim mieli okazję obejrzeć spektakl  pt. „Triumf woli” Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego  w mistrzowskim wykonaniu najlepszych aktorów tej krakowskiej sceny narodowej.  „Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić i przychodzi taki jeden, który nie wie, że się nie da i on to właśnie robi.” Ta wypowiedź Alberta Einsteina oraz przekonanie, że w każdym w nas drzemią dwa wilki-jeden dobry i drugi zły-i ten jest silniejszy, którego akurat karmimy-stanowiły punkty zaczepne przedstawienia.

Spektakl, w którym-momentami dość chaotycznie i zaskakująco-przeplata się kilka wątków, pokazuje ludzi, którzy w swoim życiu dokonali czegoś niezwykłego. Mieli się spotkać na wyjątkowej kolacji i podczas niej opowiadać o tych swoich życiowych sukcesach. Zamiast tego autor całego przedsięwzięcia- pisarz Will Szekspir- umieścił ich, jako rozbitków- na wyspie, która, w pierwotnym zamierzeniu, miała stać się zieloną ostoją dobra, miłości i optymizmu na brudnym oceanie ponuractwa, skażonym i zanieczyszczonym nie tylko pestycydami, ale i ludzkim egoizmem oraz panoszącym się wszędzie i zabijającym relacje międzyludzkie zachłannym kapitalizmem. O tym, że stworzenie takiej utopii nie jest możliwe, widzowie spektaklu przekonywali się z każdą kolejną sceną. Wielkie czyny bohaterów poprzedzone były ich upadkami. Droga do każdego zwycięstwa usłana była porażkami, strachem, zniechęceniem, bólem, rezygnacją. To, że jednak zapisali się w historii swoich krajów, zawdzięczają innym ludziom, którzy widząc ich determinację, idealizm, marzycielstwo przyłączali się do nich, podawali pomocną dłoń, dźwigali wspólnie ciężary lub po prostu biegli w tym samym kierunku. Nawet zarażający złem i pesymizmem brat McDonald 2,  który nie miał do opowiedzenia żadnej optymistycznej historii i pojawił się w pewnym momencie  na scenie jako straszny Batmanowski Pingwin, zmienia się pod wpływem dobra. Ogień, który udało się rozbitkom rozpalić na plaży dzięki boskiej interwencji (piorun), rozgrzał jego lodowate serce i przemienił w sympatycznego pingwina-symbol bezinteresowności, wdzięczności, przywiązania. Spektakl pokazuje, że cuda są możliwe, jeśli zatriumfuje nasza dobra wola i chęć zmiany świata. Wtedy nawet niebo nam sprzyja!