Droga, która zmienia perspektywę

Gdy ma się jasno wyznaczony cel wędrówki – droga nie wydaje się straszna. Gdy idzie się z ludźmi, którzy podążają w tym samym kierunku, droga nie wydaje się długa. Gdy każdy kilometr przemierzonej drogi ma upamiętnić tych, którzy poświęcili życie dla walki o naszą wolność- droga nabiera prawdziwego SENSU. A wszelkie napotykane przeciwności (zniechęcająca i przeszkadzająca momentami aura, czy zmęczone już długimi podejściami ciała) zamiast w naszych wędrowcach pokonać ducha walki z naturą i własnymi słabościami – hartują go. A za nimi już prawie 90 km tej drogi, której pewnie nigdy nie zapomną i do której będą wielokrotnie wracać wspomnieniami. I to nie tylko po to, by się pochwalić tym niezwykłym wyczynem, ale by w wielu trudnych momentach swojego życia czerpać z niego siłę, by odnajdywać w nim poczucie własnej wartości i wiarę we własne możliwości. Bo skoro udało się przejść TAKĄ DROGĘ, w TAKIEJ POGODZIE, to na pewno zmienia się perspektywa innych wyzwań, które przed naszymi śmiałkami rozpościera codzienne życie.

Przeczytajcie relację z czwartego dnia wyprawy „100 km na 100-lecie niepodległości”.

IMAG1599

Trzecia noc…
Każdemu zmęczenie zaczęło już po woli doskwierać. Jednak humor wszystkim się poprawił, gdy zjedliśmy ciepły posiłek – konkretnie długo poszukiwane pierogi lub placki! Wieczór spędziliśmy, grając w karty, a długie rozmowy przy herbatce umiliły nam osoby, które wykazały się talentem do gry na gitarze.
Dzień 4
Dzisiejszego dnia mieliśmy nie lada wyzwanie, bo musieliśmy przejść 30 km.
Zjedliśmy porządne śniadanie i o 8.00 wyruszyliśmy w trasę. Po stromym podejściu na Wołosań pogoda się zepsuła, zaczął padać śnieg i wiać bardzo mocny wiatr. Podczas kilkugodzinnej i mozolnej wędrówki napotkaliśmy wiele krzyży upamiętniających poległych żołnierzy. Pogoda nas nie rozpieszczała, śnieg zamieniał się w deszcz i na powrót w śnieg. Wędrówkę utrudniało nam także błoto, które często zakrywało całe buty.Nie przeszkodziło nam to jednak w pokonaniu dzisiejszego wyzwania. Po zejściu ze szczytu zwiedziliśmy muzeum w Komańczy, gdzie przetrzymywany był w latach 60. Kardynał Stefan Wyszyński. Znajduje się tam izba poświęcona jego pamięci. Przez bardzo zmęczonego Adriana spóźniliśmy się na pociąg. Jednak pomocy udzielił niezawodny Pan Roman, odwożąc wszystkich do ośrodka w Rzepedzi. Przed nami ostatnia noc. Wierzyć się nie chce, jak to szybko minęło.
Martyna, Kacper, Radosz, Patryk